M Y Ś L I     P O S Z A R P A N E

"NIE DAWAJCIE SPOKOJU - ZACZYNAJCIE BARDZO SIĘ WGŁĘBIAĆ ;)
TO JEST NAJODPOWIEDNIEJSZY I NAJLEPSZY CZAS NA TAKOWE DYSPUTY"


26.03.2014 - ..


...
....
.....
czekam na wiatr twoich myśli
bym mogła znów wzlecieć wysoko
tęsknię
.....
....
...


05.09.2006 - dopóki żyjemy jest nadzieja

Rozmiar: 2180 bajtówSzczęściem jest nie osiągnięcie szczęścia, ale samo dążenie do szczęścia, stawianie przed sobą wyzwań i dążenie do celu. Stracić marzenia, stracić nadzieję i wiarę w spełnienie marzeń to jak upaść na dno dna beznadziei - to stracić sens życia..
najważniejsze wtedy jest to, by nie poddać się temu zwątpieniu.. mimo wszystko wstać, otrzepać się z kurzu dnia wczorajszego i.. iść do przodu..
dopóki żyjemy jest nadzieja

Jeżeli jesteś nieszczęsliwy, czujesz to. Czy jesteś tu, czy gdzieś indziej w pięknej scenerii, dalej będziesz nieszczęśliwy. To sprawa twojego umysłu. Pozbądź się kłopotów. Ciesz się chwilą/życiem.

16.08.2006 - Judasze

są chwile
gdy wszyscy stajemy się
Judaszami samych siebie...

15.08.2006 - cóż tu można stracić.. prócz czasu? dużo..

Wszystko jest względne i zależy.. Ryzykuje się wiele - za dużo złudzeń, za daleko od rzeczywistości, to zbyt oddala i uzależnia, zamyka na normalny świat [o ile się na to pozwoli]

Są wartości stałe, nie rzeczy.. są wartości, które nie powinny ulegać zmianom i wg mnie wszelkie próby takich zmian powodowane dostosowywaniem ich do zmieniającego się świata nie są dobre. Weźmy np. pojęcie miłości, wizja 'małżeństwa' jako związku, potrzeba bycia i czynienia dobra, miłość do bliźniego.. Wiara w prawdziwość i niepodważalność prawd/wartości uniwersalnych nadaje sensu życiu, wskazuje drogę i sposób na życie. Sprawia, że nasze życie jest lepsze. Nie wszystko co ma ułatwiać i umilać/zajmować nam życie jest dobre. Są plusy, ale i minusy. Najlepiej by bilans wychodził na plus. I tak dylematy i trudne decyzje będą towarzyszyć całe życie.. ciągłe wybory..

W każdym z nas jest zaszczepiony oportunizm, i dążenie do bezproblemowego i wygodnego życia, indywidualizm. Zasady i wyznawane wartości nie ułatwiają życia, często wymagają od nas trudnych wyborów i poświęcenia. Ale tym samym podnosimy naszą wartość we własnych oczach. Daliśmy radę, ciężko było, ale daliśmy, potrafimy, jesteśmy silniejsi.. Nie ważne, co myślą o tym inni, każdy ma swoją drogę i swoje prawdy i sposoby na życie. To my mamy przeżyć życie tak jak chcemy, a nie żyć tak jak chcą inni byśmy żyli. Nie jest to łatwe, presja społeczeństwa, otoczenie zawsze będzie naciskać, tradycje, kultura, prawo, a także i zwykła ludzka zawiść, zazdrość, i 'złote recepty na życie' cioci Geni, która przeżyła swoje i wie podobno najlepiej co i jak.. nie ułatwią nam. Trzeba wierzyć i mieć nadzieję, a wiara pozwoli pokonać przeciwności. Mieć marzenia i ideały.. Najważniejsze by nie krzywdzić innych, być źródłem przyjaźni, miłości i wiary w dobro, czynić dobro, żyć w zgodzie z własnym sumieniem.. to jest zaraźliwe, naprawdę :) najtrudniej jest uwierzyć w dobro i bezinteresowność drugiego człowieka..


Indywidualność często jest postrzegana jako odmienność, a odmienność/inność budzi w ludziach dystans, niezrozumienie, często nawet po prostu wrogość, nieakceptację i w efekcie odrzucenie, „podziw na dystans”. Trzeba mieć dużo odwagi i siły by być 'indywidualnością'...

Ci ‘normalni’, aż do znudzenia nijacy, wypośrodkowani, pozbawieni własnego zdania.... szaraki.. to bardzo wygodne z drugiej strony.. nie użerasz się i nie gadają o tobie.. Najwygodniej stać obok i nie wychylać się.. (niestety takiej postawie towarzyszy także poczucie bezsilności i bezradności, bo 'co ja mogę zmienić? ja nic nie mogę, ja nic nie znaczę..')

obok.. i życie obok mija.. cichy obserwator.. niedostępny ponad to na ile pozwolisz.. to też dobra forma 'samoobrony' przed światem, przed ludźmi, i ich krzywdzeniem.. dobra forma ratowania własnego ja...bez wykrzykiwania innym tego prosto w twarz, choć ludzie i tak czują inność. Niestety zawsze bardziej się patrzy na to, co łączy, a nie dzieli. Świadomością tego, co „łączy”, zaspokaja się potrzebę przynależności, czuje się.

Może to też i z naszej winy? może to przez tę naszą samoświadomość inności? to da się wyczuć. Sami tworzymy ten dystans, może nie potrafimy inaczej? dystans jest bezpieczny... nie pozwala wpływać na siebie, ale równocześnie skazuje na samotność i niezrozumienie innych. I tak całe życie się wybiera..

I tak stajemy się/jesteśmy częścią tłumu, prącego na przód tak i tam gdzie chcą „ci silniejsi”, bez sprzeciwu tych ‘mniejszych’, którym wpajają poczucie beznadziei i bezradności.. i osłabiając moc i chęć działania.. sens działania. największe zagrożenie dla ‘liderów’, gdy ta iskierka nadziei na zmianę zacznie się tlić i budzić ludzi do jednoczenia się i działania.. zrywy są potrzebne by ukrócić zapęd tych na górze, którzy zapomnieli, kto jest dla kogo i po co.. nie dzięki komu, bo nie wierzę, żeby wybory były wolne i sprawiedliwe.. tu zawsze układy i pieniądze..

Tłum... z definicji jest samotny....nie ma uczuć. Ale jak pod lupę weźmiesz każdego z osobna.. ile różnych uczuć, przeżyć, osobowości, 'inności'. Tylko, że w tłumie one giną, staja się masą, która nic nie znaczy, indywidualność zostaje zatracona na rzecz trwania..

12.08.2006 - Gdy złamiemy nogę to..

"Gdy złamiemy nogę to mniej ważne jest czy wchodząc czy schodząc po schodach, najważniejsza jest utrata mobilności. Tak samo z doniosłymi faktami w życiu. Niestety, człowiek przeważnie docenia rzeczy, gdy je traci. Taka ludzka natura. rzadko cieszymy się tym, co mamy, bo to dla nas takie oczywiste.."
[Sathriel, 12.08.2006, epuls]

..ale ile przy tym nauczki.. jak straci się tę mobilność to jak się wtedy docenia i pragnie tego by 'normalnie' chodzić. nauczki bywają bolesne, ale na pewno w pewien sposób wzmacniają nas. Szkoda tylko, że musza się wydarzyć, by czł. się opamiętał, docenił to, co ma i zaczął się tym cieszyć zamiast gonić niewiadomo, za czym i gdzie..

człowiek na wszystko by chciał mieć uzasadnienie. we wszystkim szuka odpowiedzi i sensu. Chciałby mieć dowód na to, że życie i to co go spotyka ma sens/cel.. taki dowód na sens zaistnienia.. wiara daje taką nadzieję i sens/cel.. wiara nadaje wartości życiu..

czasami myślę, że lepiej jest nie pytać za dużo, bo są rzeczy, których nasz rozum nie ogarnie. Za dużo pytając można zaplątać się w sieci wątpliwości i pytań bez logicznych odpowiedzi.. Nie wszystko da się wyjaśnić, nie wszystko da się ubrać w słowa, wyrazić i opowiedzieć..

sierpień 2006 - Są takie chwile w życiu..

Są takie chwile w życiu/są takie zdarzenia/są tacy ludzie/są takie książki po przeżyciu/spotkaniu/przeczytaniu których już nic nie jest takie samo... wszystko nas zmienia i ważne by były to zmiany na lepsze.
Ślę tysiąc pozdrowień i uśmiechów :D

"Life is not a dress rehearsal."
("Życie to nie próba generalna")
Janusz Leon Wiśniewski

12.08.2006 - miłość jest jak woda i ogień..

miłość jest jak woda i ogień.. poi nadzieją, rozbudza do życia i grzeje od środka.. czasami płomienie miłości są zbyt wielkie – potrafią wypalić nas, zniszczyć.. ale tak jak las, człowiek potrafi się odrodzić i odbudować swe szczęście nawet na najbardziej wypalonych zgliszczach. Nadzieja jest dopóty dopóki trwa życie.. Tylko blizny zostaną i będą przypominać o przeżytym cierpieniu..


...chyba na tym polega życie... wciąż czekamy na rozwój wydarzeń...

...chyba na tym polega życie... wciąż czekamy na rozwój wydarzeń... wciąż czekamy na to, co też ten nasz los znowu wymyśli i ześle... czasami ciężko się nam z tym czy innym pogodzić.. takie jest życie... wciąż czekamy, karmiąc się marzeniami i łudząc się nadzieją, że jutro będzie lepiej.. czekamy...

człowiek boi się zmian. To naturalne „lepsze stare znane zło niż nowe nieznane”. Ale ja myślę, że trzeba przezwyciężać ten strach, stawiać sobie coraz to nowe wyzwania, ryzykować, rozwijać się i cały czas iść do przodu, nie oglądając się w przeszłość [chyba że tylko dla przyjemności – dla wspomnień]. Bo nie można być więźniem własnej przeszłości, więźniem własnych błędów, złych decyzji. Trzeba mieć odwagę się temu przeciwstawić, zerwać te „chore związki” i „powiązania”, nici złych decyzji [np. źle wybrana szkoła, w trakcie jej trwania poczucie niespełnienia, chęć robienia całkiem czegoś innego w życiu niż ona daje, niespełnione pragnienia, marzenia – zaryzykować zmienić na tę, która daje szansę spełnienia marzeń, iść dalej za głosem serca i nie poddawać się.

Mówią, że świat jest zły... a to nie on tylko ludzie są źli, ludzie, którzy go tworzą, którzy są jego częścią. Dobro zaufanie, radość życia zanika, a na jej miejsce pojawia się nieufność, znieczulica społeczna, wrogość, egoizm i coraz straszniejsza izolująca samotność... dziś rodzina nie znaczy to samo, co kiedyś, inaczej się żyje, funkcjonuje, zanikają tradycje, wszechobecne udogodnienia cywilizacji - tj. TV, komp. hipermarkety - zaczynają zajmować coraz więcej cennego czasu życia... niewiele jest już rodzin/domów „wielopokoleniowych” z pradziadkami, rodzicami, dziećmi i dziećmi dzieci wnukami... jest sporo ciężej, w poszukiwaniu pracy coraz wcześniej się „emigruje” z domu, odcina i zaczyna własne niedojrzałe jeszcze życie na własny rachunek, często bez jakiejkolwiek pomocy. Człowiek sam zmaga się z wychowaniem dzieci, zapewnieniem bytu, życiem. Sam podejmuje nie zawsze trafne decyzje, bo skąd ma mieć wzorce? Pomoc? Tworzy swój własny świat często na własnych błędach, często gęsto „naginając” zasady, tradycje tak do własnych wygód, do własnego świata, z braku czasu, siły. A to nie zawsze jest dobre i „zdrowe „ dla jego i jego rodziny. Świat goni do przodu depcząc brutalnie święte wartości: dom, rodzinę, człowieka. To się nie liczy, liczy się zysk, pogoń za ułatwianiem i „ulepszaniem”[!!??!!!] życia. Liczy się pieniądz. I niestety to właśnie on coraz bardziej rządzi światem, bezwzględnie niszczy wszystko stając się naczelną i jedyną samą w sobie wartością... zguba ludzkości... zguba świata...

„...ten świat to tylko igraszka Boga”
czasami cierpienie innych potrafi ukoić nasz ból, tylko niestety trudno jest je zauważyć i dopuścić do siebie, gdy nasze cierpienie zasłania nam świat. Nic przecież wtedy do nas nie dociera, tylko ten okropny ból, żal, poczucie niesprawiedliwości... dlaczego ja?? Dlaczego??

09 08 2006 - ... powoli do przodu [?!?]..

czasem ten powolny i cierpliwy marsz do przodu zaczyna denerwować to co przed nami kusi, chciałoby się marzyć ale strach przed ich nierealnością i niespełnieniem podcina im skrzydła.. ten strach, że może nie starczyć życia na realizację marzeń..

lepiej marzyć i spijać gorzki smak rozczarowania, gdy kolejne niespełnione pragnienie odchodzi w niebyt, czy może lepiej jest zapędzić się w życie, zapomnieć przeszłość, żyć teraźniejszością i nie myśleć o przyszłości?.. przecież taka teraźniejszość nie wystarcza.. przecież tak się nie da.. a może jednak tylko po prostu nie jest łatwo żyć chwilą dzisiejszą gdy nie ma nawet nadziei na to że będzie lepiej? jaka jest ‘recepta na szczęśliwe życie’ gdy to co się ma do życia nie wystarcza? Ile można żyć tylko i aż miłością, ile jesteśmy w stanie znieść zanim problemy nas nie złamią, zanim się poddamy?

niedawno przerwał się ciąg moich depresji, złych myśli, dotykających beznadziei.. już mam dość myślenia o tym gdzie, mimo że czas goni. Staram się, choć to nie łatwe – nie myśleć o tym. Ktoś mi przypomniał o tym, co jest najważniejsze, i kto jest najważniejszy. Dla nich chciałabym dać i mieć to co najlepsze, choć nic prócz siebie do zaoferowania nie mam.

Staram się cieszyć tym co mamy, nie zapominać o tym. .. to naturalne chyba że jak już coś się ma to chce się jeszcze więcej, chce się i się ku temu zmierza – czasami niestety zapominając o tym co już się osiągnęło.. dziwny ten człowiek, ta bestia – ciągle mu mało..

08 06 2006 - ... małymi łyczkami prędzej..

... małymi łyczkami prędzej się napijesz niż jednym chaustem - nim możesz się tylko zachłysnąć..

moja filozofia jest inna.. wolę mało wymagać i cieszyć się tym niespodziewanym co dostaję 'ponad'. Nie oczekuję wiele, bo rozczarowanie może mnie zniszczyć.. może to mało ambitne.. tak małe i niewiele znaczące jak cała ja.. i może jestem takim 'małym naczyniem' w które wiele się nie wleje - ale za to często szczęśliwym - żyję 'esencją' wybieram to co najważniejsze i tym żyję..

moje małe radości to moje małe szczęścia, które nadają sensu mnie i mojemu [i nie tylko mojemu] życiu

każda chwila życia, każdy wydech każdy wdech umieraniem jest...
całe życie czekamy na wieczność... to nieuniknione..
boimy się tego co nie znane.. ale to zużywające się wciąż ciało, cierpienia przybliżają nas, sprawiają że przestajemy się bać i zaczynamy niemal żebrać o śmierć.. trudno rozstawać się z życiem gdy jest tak pięknie, gdy jest tyle jeszcze do zrobienia, tyle do zobaczenia, tyle do przeżycia żeby nie cierpienie i starość nikt by nie chciał stąd odchodzić..
tylko kolejne zmarszczki na porytej losem twarzy i dorastające dzieci przypominają nam o upływającym czasie..

01.08.2006

"Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi.
Są synami i córkami Życia, które pragnie istnieć.
Rodzą się dzięki wam, lecz nie z was.
I chociaż z wami przebywają, nie należą do was.
Możecie obdarzać je waszą miłością, lecz nie waszymi myślami.
Albowiem mają swoje własne myśli.
Możecie dać schronienie ich ciałom, ale nie duszom.
Albowiem ich dusze zamieszkują dom jutra,
do którego nie możecie wstąpić nawet w snach.
Możecie upodobnić się do nich,
lecz nie starajcie się, aby one stały się do was podobne ...

Khalil Gibran

31.07.2006

Już wiemy, z Anią ok. [o ile można tak powiedzieć]. Była u specjalisty. Narazie ma czekać dotąd, aż nie będzie mogła z bólu chodzić i wtedy operacja. O stałej endoprotezie w wieku 26 lat nie ma mowy, a te 'niestałe' to wymiana conajmniej raz na 10-12 lat, dlatego dopóki chodzi i nie boli aż tak, to operację odkładamy i ma dalej żyć jak dotąd. Tylko teraz ma świadomość tego co ją czeka w niedalekiej przyszłości.. niby się 'otrząsnęła' [i my także] ale jednak to nie takie proste.. tak jej współczuje

u mnie: byłam u lekarza dziś: dzidzia wporządku, rozwija się. Jakby nie było to prawie półmetek. Za 3 tygodnie następne ważne USG [22 tydzień będzie] - idziemy na nie razem z Z. Kurs rodzenia też razem będziemy uczęszczać. Muszę się zapisać. Lekarz zadowolony, ciśnienie w normie[110/75], waga też[57,2 -znowu spadła].. nie ma na co narzekać. W końcu zaczyna rosnąć mi brzuszek. I ruchy już czuję. :)
Jestem po weekendzize w domu. Z. był na wieczorze kawalerskim, wybawił się, ja się wynudziłam w domu... też miałam zaproszenie na wieczór panieński, ale... zawsze są jakieś ale, nieważne :(
Za tydzień weselicho naszego świadka. Jakoś nie spieszno mi do tej imprezy...

A poza tym mam doła, takiego że nie mogę ze sobą dać rady. Dziś wolałabym by mnie nie było. Ale szczegół. Dziś dołek jest jutro nie będzie.. i żyje się dalej.

26.07.2006

Przyjaciele.. bez nich w takich sytuacjach ciężko by było.
J.J. dziękuję za tak miłą i niespodziewaną niespodziankę. :) i Tobie Basiu także.. za to, że jesteś..

25.07.2006

w znieczuleniu jakimś.. to się nazywa wywołać wilka z lasu.. napisałam, że wszystko po mnie spływa że.. że nie dociera, że dystans i wogóle, no to mam nauczkę. Dotarło i to boleśnie.. złe wiadomości potrafią 'dotrzeć' i boleśnie 'dotknąć'..

..co ma być to będzie, musimy dać radę.. cokowiek.. przecież takie jest właśnie życie.. nie zawsze wesołe..

24.07.2006

u mnie.. nie wiem.. dziwnie jest.. wszystko dzieje sie jakby obok.. tylko patrzę na to wszystko, jakbym była wyłączona z życia. Jakbym cały czas na jakimś znieczuleniu była. To nie dołek ani nic takiego, choć chyba bym wolała by to był dołek.. wtedy chociaż wszystko dociera, czuje się bardziej przeżywa.. normalnie.. jest dziwnie, jakiś letarg czy co? monotonny sen zatrzymany na poziomie prawie nieodczuwalnych emocji.. nieczuła na złe wiadomości z tv, na horrory [oglądam i nic, zamiast się bać raczej się śmieję z ich beznadziejności]..
dzień za dniem, chwila za chwilą.. kolejna noc, kolejny upalny dzień..

do tego jeszcze totalne zwolnienie wszystkiego dochodzi.. tempa życia, pracy.. czekam aż mi minie...
czasem są wieczory gdy on jest, na chwilę sie budzę, patrzę na jego twarz, oczy, brwi.. włosy, dłonie, ramiona i całą resztę.. na chwilę przechodzi mnie dreszcz, taki od środka: podniecenie, radość że jest, że mój, że to właśnie on, że kocha, że jest obok, mogę dotknąć.. i ciarki przechodzą przez moje ciało - szybko przytulam mocno do siebie jakbym sprawdzała, czy to nie sen. Odwzajemnia a za chwilę się broni.. 'no starczy ci już'.. Łza szczęścia chce się zakręcić w oku, 'zagula się' na chwilę gardło i.. za chwilę mija mi, bo znowu musze zająć się czymś 'innym', obowiązki domowe.. emocje opadają, znów monotonia..
[...]

12.07.2006

... czasami ciężko towarzyszyć - tak naprawdę być obok kogoś, z kimś, umieć słuchać i go zrozumieć... szczególnie wtedy gdy ktoś ma problemy... wtedy tak naprawdę zdaje się egzamin na dobrego towarzysza... doli iniedoli - przyjaciela. To nie jest łatwe, bo ciągle patrzy się przez pryzmat własnych przeżyć, doświadczeń, uczuć itd. itp.

20.05.2006

Byłam na Targach Książki w Pałacu KiN. Główny cel, dla którego tam pojechałam zrealizowany :D super :D Mam pamiątkę i przeżycie na całe życie :D
Nie spodziewałam się, ale dodatkowo udało mi się kupić książkę, którą w planach miałam już od dawna. Także naprawdę mam powody do radości i zadowolenia :D
Fajnie tak od czasu do czasu oderwać się od codzienności...

Jutro wylot Taty. Znów rozstanie na prawie pół roku... pewnie, jak zwykle, szybko minie, ale przecież nikt nie lubi rozstań...

05.2006

:)
"zaraziłam się" od dziewczyn :D Nowy Rok będzie kolejnym, ale już całkiem nowym i innym rodziałem naszego życia - będę mamusią a Z. tatusiem :D Jak dzidzi się zachce, to planowany termin pojawienia się na tym świecie jest 1 stycznia 2007 - nieźle sobie wybrało ;) hihi
lekarz zakazał mi przesiadywania przed komputerm - max 3 godziny... czyli połowa tego czasu co spędzam w pracy przy PC'cie, także musicie mi wybaczyć jeśli zniknę stąd na dłuższy czas. Kiedyś powinnam wrócić, postaram się znaleźć na to czas.

nie wiem czy poplątało się wszystko czy rozplątało, w każdym razie tak długo układane plany poprostu są już nieaktualne
teraz muszę tzn. musimy sie sprężyć i zdecydować jak najszybciej gdzie.. podobno potem wszystko samo się układa ...
każą się nie denerwować... weź i się nie przejmuj, jak nie masz nawet zarysu przyszłości... żeby choć wiadomo było gdzie?
co ma być to będzie

13.05.2006

:) wspomnij tylko, a los sprawi CI niespodziankę :P
Mój Optymista odezwał się.. odezwał się całkiem odmieniony. Może moje wyobrażenia przerosły rzeczywistość. Życie naprawdę nas zmienia. Życie zmusza do szczurzego wyścigu, tym bardziej wtedy gdy ma się tak ambitne marzenia i cele do spełnienia. Nie dziwię się.. widocznie tak trzeba..
..podejrzewałabym wszystkich tylko nie Jego. Płomyczek nadziei, że naprawdę można inaczej, że szczęście bez gonienia za pieniędzmi jest możliwe, przygasł razem z Nim.
a kiedy ja się przyłączę do tego szczurzego wyścigu? Czy ja też tak będę musiała i będę potrafiła? pewnie stanie się to wtedy, gdy zacznie brakować mi cierpliwości i czasu na realizację marzeń.. ale nie jestem pewna, czy to dla mnie. Do bycia "szczurem miejskim" trzeba mieć nie tylko charakter ale też twardy język i "łokcie".. z moim przeżywaniem i stresowaniem nie pożyłabym tak długo. ale kasa by się przydała.. poprostu przydała

23.04.2006

Najbardziej jednak brakuje mi zaraźliwego optymizmu, humoru, żartów, romantyzmu i "złotych myśli" C....O Zniknął z tego wirtualnego świata wraz z poważną zmianą w życiu, jaką było poślubienie ukochanej.
Wtedy było nas dwoje - dwoje szczęśliwych i zadowolonych ze swego życia, niepoprawnych optymistów, romantyków umiejących cieszyć się każdą chwilą... to było takie zaraźliwe jak grypa, trwało i pogłębiało się po każdym wirtualnym "kontakcie" ;)
szkoda, że to już takich ludzi jak On jest tak niewielu, szkoda, że Ciebie C....O tu NIE MA...

17 04 2006 - czas na zmiany

czas na zmiany... ależ się opieram, chce i nie chcę ich – tak dobrze i źle mi teraz... bez ryzyka nie ma „lepszego” życia...
.. jakie to wszystko jest względne, bo co oznacza lepsze życie? własny dom, rodzina, praca dająca związać koniec z końcem czy może większe pieniądze z brakiem czasu dla bliskich...
muszę rozejrzeć się za kredytem gdzieś... w dwóch bankach byłam, zabrzmiało jak wyrok: „brak zdolności kredytowej” – przepraszam to ile mam zarabiać by móc dostać tyle ile chce? Pani żartuje? jakbym tyle zarabiała to bym nie potrzebowała kredytu [miałabym Wasz bank i pieniądze gdzieś!] to chore jest... cała ta Polska jest chora.. nędza tylko wszędzie
ja pracuję i lekko nie jest [a może życie na podwarszawskiej stancji to już luksus??] ale jak radzą sobie Ci którzy nie mają pracy?? za co żyją? W wielkanocną niedzielę były pierwsze w tym roku chrzty w mojej parafii – Ksiądz na zakończenie ogłoszeń przykazał by „brać się do roboty” bo inaczej parafia zaniknie...
od Parafii się zacznie.. jedna wioska/miasteczko/, druga, dziesiąta... i po Polsce... z takim „promowaniem” i pseudo „pro-rodzinnym” programem niedługo w naszej kochanej Ojczyźnie zostaną tylko starsi i ci, którzy naprawdę nie mogą wyjechać. Tu się wegetuje a nie żyje, od pierwszego do pierwszego...
jeśli się udałoby, też ruszę, i wątpię czy będę żałować. Trochę tęsknić za rodziną... zastanawiam się ile jest we mnie patriotyzmu, żal mi tylko przodków... za co ta krew przelewana, za co te cierpienie, o co i dla kogo... niedługo się okaże że i wojna nie potrzebna by Polskę zniszczyć... niewiele polski w tej Polsce, sprzedali to co jeszcze miało szanse ją podźwignąć.

mam dość:
życia na stancji, oszczędzania i „odkładania życia na jutro”, długich samotnych dni i nocy, męczenia nt. dzieci i domu

chciałabym:
przede wszystkim spokojnego swojego zakątka, skrawka ziemi z ogrodem i lepszej pracy dla Z., więcej czasu z Z. „w terenie”
by rodzice zaczęli szanować swoje zdrowie
umieć robić „dobre” zakupy i umieć się ładnie „po swojemu ubrać”
przestać pytać i znowu wierzyć
by w Polsce wreszcie zaczęło się dziać coś pozytywnego, by było więcej pracy za normalne pieniądze!

mogę/powinnam:
myśleć pozytywnie pomimo, zacząć dbać o siebie, mniej marzyć, mniej się przejmować, zdecydować gdzie – przecież dam radę! to tylko 130 km jakoś bym dojeżdżała – koniec lenistwa

boję się:
że nie zdążę zacząć żyć naprawdę, że złe nawyki nabyte dzisiejszym trybem i sposobem na życie po prostu mi w pewnym stopniu zostaną i będą się odbijać czkawką w przyszłości.

boję się cierpienia, zdrady, martwię się o rodziców i ich zdrowie

20.04.2006

"Jeśli nie widzisz błędów u innych możesz nie zauważyć ich u siebie. Fałszywa pochwała jest gorsza od szczerej krytyki, ponieważ utwierdza nas w błędach."

Dziś znów samotny pełen przemyśleń dzień... Poważna rozmowa, którą dzisiaj odbyłam, po prostu zdołowała mnie. Chciałam zrozumieć, dobrze poznać, pomóc/doradzić, ale się do tego nie nadaję. I chyba już nawet nie chcę się nadawać... to zbyt duża odpowiedzialność, zbyt łatwo jest kogoś skrzywdzić...
Mam zbyt poukładany świat by zrozumieć Jej samotny i pełen cierpienia świat.
Moim grzechem wobec niej jest to że ja mam się do kogo przytulać, a Ona nie; ja nie jestem samotna podobno[?!?], ja nie cierpię, ja nie mam problemów, ja w ogóle nie mam na co narzekać... ja... winna winna! winna bo na swój sposób od czasu do czasu umiem się jeszcze cieszyć tym popapranym życiem... ech.. i po co to gadać??

Dziś miałam sporo pracy, tak po świętach się uzbierało.
Wczoraj szef podsunął mi notkę z neta: Ci którzy planują przejść na emerytury ok.2030 roku niech zaczną już odkładać środki na własną emeryturę/przeżycie.
ciekawe, co? to już nawet nie szokuje... w tym kraju wszelkie chwyty poniżej dozwolone, szczególnie w rządzie [ciekawe jaką furtkę znajdą by Leppera zostawić w rządzie, kpiny z prawa, wszystko to kpiny, kpiny z ludzi...]
No cóż "wspaniały" ten nasz kraj i bardzo bardzo dba o swych obywateli. Poważnie myślę nad wyjazdem... jeszcze nie wiem gdzie, ale bardzo chcę bo beznadzieja która trwa od kilku lat w Polsce po prostu mnie przeraża! nie chcę żyć na granicy minimum, dość mam oszczędzania i odkładania życia na potem... Macie jakieś rady? gdzie?
żal mi tylko naszych przodków... czy za taką Polskę ginęli? za to tracili to co najcenniejsze - życie? za to tak musieli cierpieć? WSTYD, porostu beznadzieja i WSTYD!!!
czy kiedykolwiek to się zmieni? kiedy nareszcie Polską będą rządzić mądrzy ludzie, prawdziwi społecznicy, z ludźmi i dla ludzi? kiedy prawo będzie bronić obywatela a nie przestępcę? Kiedy prawo będzie jasne proste i czytelne, a nie coraz bardziej pogmatwane z "kruczkami" i furtkami tworzonymi specjalnie pod i dla tych którzy wiedzą i wykorzystują.... When?
koniec... te pytania nie mają sensu, po co się dołuję - przecież i tak tego nie zmienię
rzeczywistość po prostu przeraża

nie wiem czy chcę na taki świat sprowadzać małą bezbronną istotkę... będę egoistką; chyba jednak wolę być SAMA... mniej cierpienia i martwienia się, mniej odpowiedzialności, mniej bólu...

17.04.2006

A oto i Ci najmłodsi :D:

oto Julia - urodziła się 31.03.2006r.     to także Julia :D

Jestem Julia. Urodziłam się 31 marca 2006 r.
Mówią, że mam więcej włosów niż tato...
i powiem Wam... coś w tym jest ;) Nie lubię jeść, tylko spać spać i spać.
a Mama już mi spineczki i sukienki zakłada :D
Mam starszego brata Kacperka, który już mnie bardzo kocha, choć na początku tak bardzo chciał braciszka...
świat jest piękny :D

oto Karol - urodził się 28.03.2006r.     to także Karolek :D

Jestem Karolek. Urodziłem się 28 marca 2006r.
Jestem starszy od mojej siostrzyczki ciotecznej o 3 dni.
Wyznaję zasadę 3 "S": ssanko, sranko i spanko.
W związku z tym, jak przystało na prawdziwego małego mężczyznę: rosnę "w oczach".
Wszyscy bardzo się cieszą, szczególnie Mama i Tata.
Ja mam na pewno więcej włosków na głowie niż tato.. i to dłuższych ;)
Julia ma rację :D świat jest piękny :D

14.04.2006

śmiać się czy płakać??

Autentyczny artykuł w jednej z francuskich gazet...
"Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20 lat.
Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy a obcy kapitał pcha się drzwiami i oknami. Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy(!).
Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza.
Polacy..! Jak wy to robicie..?"

29.03.2006

Rozmiar: 1326 bajtów






28.03.2006

Mam siostrzeńca. Urodził się dziś około 13. Będzie miał na imię Karolek. :D cieszę się bardzo bardzo bardzo
szczęściara ta moja siostra...

Moi bracia również. Mam jeszcze dwóch bratanków: Kacperka i Mateuszka. I to nie wszystko, bo na dniach przybędzie jeszcze jeden dzidziuś w rodzinie: Paweł z Edzią najprawdopodobniej będą mieli córę - to będzie pierwsza wnuczka ;) w końcu Mama zostanie prawdziwą Babcią :))


10.03.2006

"To co możesz
uczynić
jest tylko
maleńką kroplą
w ogromie oceanu,
ale właśnie jest tym,
co nadaje znaczenia
twojemu życiu"
Albert Schweitzer

07.03.2006

Ariadna Lewańska "Sonata dla Natalii"
tylko raz, tylko chwilę
tylko raz, tylko chwilę
tak mało - aż tyle

nie ma w świecie powtórzeń
nic nie może trwać dłużej
wszystko zdarza się raz
tylko chwilę
     śmierć umiera miłość ginie
          miłość pędzi
                    miłość pędzi
                    miłość goni
                    spotkasz ją -
                    w chwilę już po niej

nie ma w świecie powtórzeń
nic nie może trwać dłużej
wszystko zdarza się raz
tylko chwilę
nim odlecą dwa
motyle
nim krąg złoty
Cię okrąży
musisz zdążyć

tylko raz
tylko chwilę
                    tak mało
                    aż tyle

pocałunek zawsze trwa zbyt krótko...
[...]
Czas goni

06.03.2006

Kochajmy facetów... tak szybko głupieją*

ktoś zrobił aluzję: "Tylko nie "facetów"... Jak już to "mężczyzn"... ;) ;) ;)"
... no cóż na "mężczyznę" to trzeba załużyć! [na "kobietę" zresztą też ;) ;)

W moich stronach żartobliwie *zgłupieć znaczy *zakochać się. Jak widzimy w sobotnie popołudnia przejeżdżające odstrojone ślubne limuzyny żartujemy "o! gupki jadą!" ;)... kiedyś sami musieliśmy zgłupieć ;) na agnechę i Skórka padło 3 sierpnia 2003 i... od tamtej pory (a raczej nie od tamtej, bo to trwa znacznie dłużej) jest mmmmm aaach ochhhh i w ogóle i w szczególe brak mi słów ;) hihi normalne przyjemne spokojne życie, tylko czasami skropione łezkami (jak jestem sama i nie ma komu mnie przytulić...), ale tak też być musi, dla równowagi.. by nie pomylić rzeczywistości z marzeniami

06.03.2006

Rozmiar: 117121 bajtów"Przeszłości już nie ma, istnieje jedynie w naszej pamięci.
Przyszłości jeszcze nie ma, są nią jedynie nasze marzenia, oczekiwania, przewidywania.
Teraźniejszość jest tym, co dzieje się teraz, ale każde dzianie się jedną nogą tkwi w przeszłości, a drugą w przyszłości.
Klepsydra, która kojarzy nam się z przesypywaniem piasku, choć powinna z przelewaniem wody (bo to z greckiego „złodziej wody”)(...)
Żyjemy w epoce, w której wszyscy cierpią na brak czasu. Wszelkie zaniedbania i zaniechania są usprawiedliwiane „brakiem czasu”. Niezależnie od trudności z definicją czasu, jego pomiarem, jego względnością, pamiętajmy, że w ludzkim wymiarze wszyscy mamy tyle samo czasu, przeznaczamy go tylko na różne rzeczy. Jeśli ktoś mówi, że nie ma go dla nas, to znaczy, że po prostu dokonał innego wyboru."

28.02.2006

"a teraz śpij.. i zapomnij o tym...
co widziałeś co słyszałeś co przeżyłeś i
pomyśl że to sen, że to wcale nie działo się
...tak będzie lepiej.... śpij..."

[Trzeci wymiar "Zapomnij o tym"]

znowu dół... ciężko... rzygać aż się chce... dziwne, ale w takich chwilach pragnę bólu, jeszcze większego cierpienia... w takich chwilach ból.. ból to przyjemność, coś co... oczyszcza?!? nie wiem.. ale skutkuje.. z łzą buntu i smutku wypływa cały żal... masochistka popieprzona... tak umiem przeklinać, w myślach tylko ale umiem!! a co!
myśli samobójcze? owszem... może tylko po to by zdołować się jeszcze bardziej i... znowu stchórzyć... kiedyś było łatwiej...

Nigdy nie pogodzę się z tym, że życie jest takim cierpieniem, że trzeba nim żyć, jakoś sobie powiedzieć przetłumaczyć że twardym trzeba być, zacisnąć zęby, pięści gdy boli... i wmawiać sobie, że to nic, budzić i łudzić nadzieję: jutro będzie lepiej, nawet gdy podstaw do tego brak. Jutro może być przecież jeszcze gorzej... może więc pocieszać się że dziś to nic?


mam mieć neta w domu.. nie wiem ale wcale mnie to nie cieszy... a może powinnam się bać? nie mam nałogów a ten jak na zażyczenie... czemu się przed tym aż tak bronię?

20.02.2006

cierpię na "brak pamięci krótkotrwałej" jak Dora z "Gdzie jest Nemo"

___ panta rei - carpe diem! ;)
w końcu takie jest życie, ciągle przemija na smutkach i radościach, zaskakuje nas i czasami zadziwia, najczęściej jednak wywołuje bunt.
Trzeba znaleźć swój sposób na życie, nauczyć się je przeżywać ... to nie czas przemija, to my przemijamy... każdy musi znaleźć swój własny sposób na życie i bycie... bo przecież ja mogę się mylić, przecież nie wszystko co jest dobre dla mnie i mi się w życiu sprawdziło i przydało, będzie dobre dla kogoś innego... ludzie są różni i nie każdy z każdym się może i umie dogadać, podobno wszystko zależy od człowieka i priorytetów, tego jaki jest, zasad którymi się kieruje, a to przecież też stałe nie jest, bo cały czas się zmieniamy czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Najważniejsze chyba by zmieniać się ale w tę "lepszą" stronę i pracować nad sobą. Jak widać wszystko jest względne i zależy od punktu widzenia....
miłość... najpiękniejsze uczucie na świecie a tak trudno ją określić, rozpoznać i... utrzymać.
Wymaga poświęceń i wtedy jest najdroższa Często kosztuje wiele bólu i łez
bo Miłość nie jest łatwa
Miłość prawdziwa podobno wszystko przetrzyma...
bezinteresowna... podobno kocha się za nic i pomimo...

cierpienie potrafi uszczęśliwiać.... z nim łatwiej się docenia to co się jeszcze ma i cieszy się że nie jest gorzej... trzeba być smutnym by się umieć prawdziwie cieszyć i płakać ze szczęścia do łez

12.02.2006

- czy nie taka właśnie jest miłość? - jak ten zerwany fiołek,. który nie może żyć bez wody - piękna, bezbronna [może nawet i pod ochroną ;) w tym zaganianym świecie]...
jak 'ktoś' zerwie już ten kwiat miłości, rozkocha w sobie..
czyż nie ma nad nami tej władzy? czy nie jesteśmy gotowi dla niej na wszystko?
miłość otwiera nasze serca, tak jak kwiaty otwierają się na słońce - promienie słońca mogą poparzyć im płatki.. a one ufając i tak ślepo w słońce patrzą -nie mogą i nie potrafią żyć [inna kwestia że i woda jest potrzebna - powiedzmy w naszym ludzkim przypadku - niech to będzie powietrze ;)]
pozdrawiam ;)*) ____________
*) w odpowiedzi FOBIAK'owi: www.offart.org

11.02.2006

Szczerość to najpiękniejsza forma głupoty.
[Sokar]
muszę tę prawdę wbić sobie do głowy i zacząć stosować ją w życiu...

09.01.2006

Poeci nie dziełem są przypadku .. to nadwrażliwi na piękno, świat i życie desperaci, którzy w pewnym momencie nie wytrzymują nadmiaru przeżyć, uczuć, myśli i... by sie ich pozbyć przelewają na papier, wystukują w klawiaturę albo malują, rysują poprostu 'tworzą'
to alergicy uczuleni na życie reagujący wysypką twórczości na nazbyt nagromadzone w sobie emocje...

w każdym z nas drzemie poeta...
czasami wystarczy mała iskierka która go obudzi...
tą iskierką są przeważnie inni ludzie, przyroda, otaczający nas świat, wydarzenia i emocje, które wywołują...



...czasem myślę sobie, że lepiej jednak "miętkim" być i wszystko przeżywać, niż jak kamień twardym być i udawać że wszystko po nas spływa...
...
w końcu życie po to jest i tak złożone jest by przeżywać i niestety cały czas dostarcza nam powodów do łez, ale i do radości i szczęścia... zależy jak się "patrzy" i co się chce "widzieć"



29.01.2006

homosapiens pospolitus nudalus totalus... i marzycielus dylematus... ;)

każdy ma swoje problemy, dylematy... a ja jestem taka niezdecydowana i ostrożna że to nie ułatwia mi życia, to jaka jestem też staje się dla mnie problemem... bo chyba utrudnia i marnuje mój cenny czas życia... odkładam wszystko na potem, jeszcze kilka wyrzeczeń i... cierpliwości na razie mi nie brakuje... powoli... zdaje się że jesteśmy bliżej celu... zdaje się tylko, bo spełnianie marzeń idzie jak krew z nosa...

mam dylemat i problem... zresztą od dawna on towarzyszy mi i dręczy, przez to tak na marginesie są i te moje dołki. W sumie to ma prawo martwić, bo od tego zależy nasza przyszłość...
Nie wiem gdzie 'osiąść' - gdzie ma być nasz DOM. Jestem bezdomna, bo stancja nigdy nie była nie jest i nie będzie moim domem, moim miejscem... Tęsknię za wsią, przytulnym ciepłym małym domkiem z ogródkiem kwiatowym i warzywnym gdzie mogłabym na wiosnę przekopać ziemię, czuć jej cudny pozimowy zapach a potem w promieniach słońca grzebać w ziemi do woli :); i małym stawem z rybkami gdzie mogłabym latem pozarzucać kijek z robakiem; i oczywiście kilkoma drzewami owocowymi po których mogłabym wspinać się jak małpa zbierając słodkie soczyste owoce; i miejscem do zabaw dla dzieci... i...
i, no właśnie - marzenia, cholerne nierealne marzenia... zawsze isę zagalopowywuję - rzeczywistość znów daje znać: a praca, a utrzymanie, a dojazdy do ewentualnej pracy, a szkoła, a wygody [wszędzie daleko], a kasa...??!!??
wygodniej i lepiej by było w mieście, w bloku, bez martwienia się o ogrzewanie, gaz, wodę, wszędzie blisko, lepszy start dla pociech... inne 'towarzystwo', inne szanse, łatwiej o pracę... ale... :( niestety zdala od natury, przyrody, bliżej cywilizacji i pieniędzy... - ten wybór byłby rozsądniejszy, ale...
jak to się mówi: 'na krawat za dużo na garnitur za mało'... po prostu nie będzie nas na to stać... za mało się zarabia... ale nie chcę zmieniać pracy z różnych ważnych powodów, a nawet gdybym musiała szukać - przeraża mnie sama myśl o szukaniu... i tak trwam w tym zamkniętym kręgu.

Dobrze że jeszcze potrafię cieszyć się duperelami bo można by zwariować... bez perspektyw na lepsze jutro... nie myśleć o tym co będzie i nie gdybać...

nie wiem co lepsze, siedzieć tu na tej okropnej stancji i męczyć się czy wrócić i tam zaczynać od zera... i powoli spełniać trudne marzenia czy tkwić dalej tu, i być ciągle na walizkach? przecież i tak nie będzie mnie stać by kupić tutaj ziemię, nie mówiąc już o pobudowaniu domu... na wieś.. kurki chodować, mieć psy, wałęsające się koty... i może kozę? ;) hihi człowiek na pewno moment by załapał jak się doi ;) hihi i mleczko z 'psianką' takie jak u babci :D ciągnie mnie na wieś ale późniejsze trudności i kłopoty które z tego wynikną przerażają...

na razie marzę, bo marzenia tylko mi zostały.. boję się tylko że się nie spełnią... naiwnie wierzę w dobry los i cieszę się tym co mam, ale na ile jeszcze mi starczy cierpliwości i wiary? czasami wydaje mi się że to co mam to nic, że to zbyt mało, że nie wystarcza... niczym przecież nie można się podzielić?...


24.01.2006

już minęło... jak kolejny zakręt na drodze życia, dobrze że to zakręt - za zakrętem nie widać i trudniej dostrzec co to było ;)... i łatwiej niepamiętać
na szczęście...


'I can fly so high, I can fall so deep..
Now I'm flying like an angel..'

cytat ze strony:www.digart.pl/



14.12.2005

dziś nic nie powiem o sobie
to co do tej pory tu wisiało ... minęło
inna ja - inna rzeczywistość - inny świat
/.../
dziękuję wszystkim, których tu spotkałam, za to że byliście
choć przez chwilkę w moim świecie, ze mną...

15.11.2005

marzenia powinny być realne, możliwe do spełnienia;
marzenie o tym czego nie możemy mieć to poprostu skazywanie się na cierpienie, tęsknotę... to głupie ale prawdziwe... niestety ale to uczucie daje najwięcej inspiracji do tworzenia, to przeżywa sie najbardziej, to najbardziej dotyka.

Każdy kto zaprzyjaźnił się tu, choćby na krótko, wie jak bardzo można się do kogoś przywiązać, jak bardzo tesknić, jak ciągle ulegać myślom, jak niecierpliwie i w podnieceniu czekać na wiadomość, choćby na najskromniejsze słowo, zdanie; jak bardzo może brakować czyjeś obecności... ale też jak bardzo można się rozczarować bo wyobrażenia mogą bardzo przerosnąć rzeczywistość, a nikt nie lubi się rozczarowywać...

tu nie ma bliskości a jest taka bliskość, że aż nierealna;
człowiek wiąże się, przywiązuje mimo że tak naprawdę związku nie ma... przecież nie można związać się z kimś kogo nie znamy, albo znamy aż tak, że lepiej by nieznać.
Rozmowy nie są dialogami, tylko monologami - sam na sam ze sobą, przecież nie widzisz drugiej osoby, jej reakcji, uśmiechu, smutku, zakłopotania... wszystko to musisz sobie "dopowiadać" - wyobrazić, a wyobrażasz sobie zgodnie ze swoimi wymaganiami... tak powstają wyidealizowane złudzenia na temat wirtualnego rozmówcy - jest a jakby go nie było, ale prawdziwy on może całkiem odbiec od naszych wyobrażeń...

Idealny świat... Tu wszystko jest zbyt proste, zbyt idealne, zbyt łatwo odkrywać się, ulegać chwili emocji, ogołacać duszę... na żywo nie jest to możliwe.. chyba że masz akurat taki nastrój, chwilę słabości, zgasisz światło, zamkniesz oczy, wtedy odrzucasz na bok swoją tarczę obrony przed światem; albo wtedy gdy upijesz się tak by żal i uczucia się z ciebie wylewały wraz z upojeniem alkoholowym... później powiesz "wiesz, ja wczoraj... ja nie byłem/am sobą, zapomnijmy lepiej o tym...". I tak potrafimy żyć tą obłudą prawdziwości w prawdziwym świecie, i tym też niby prawdziwym idealnym kimś, kim chcemy tak naprawdę być tu - w wirtualnym nierealnym świecie... I tu i tu obłuda, zakłamanie i złudzenia...
jacy jesteśmy naprawdę?? czy możemy być tak naprawdę takimi jakimi chcemy być? czy to gdziekolwiek jest realne?
a może jednak lepiej żyć tymi złudzeniami? marzyć o lepszym jutrze, lepszym "ja" i dążyć wciąż do tego? czy to wystarczy by być szczęśliwym?
wciąż ukrywamy sie za skałą nie do przebicia... tak jakby tarczą przed światem. Miłość, przyjaźń.. one potrafią skruszyć tę skałę.. bierzesz kilof [brutalną szczerość] i polewasz zaufaniem, by nie bolało... i ściana kiedyś pęka, jak skała drążona kropelkami wody, dopóki los znowu nie zaskoczy kolejną niespodzianką, podkusi zdradą, omami marzeniem i podkopie zaufanie wystawiając na ciężką próbę.. przetrwa nieprzetrwa, upadnie...
dom wytrzyma gdy ma mocne fundamenty, ważne są zasady...

ciągle czegoś szukamy, życie przecieka, ucieka między palcami, sen czy jawa? rzeczywistość, czas, dziwny los... a może za bardzo się w to wszystko wgłębiamy? może niepotrzebnie przeżywamy jak stonka wykopki? przecież i tak nie wyjdziemy cało z tego teatru życia...

"życie to jest teatr, mówisz ciągle opowiadasz
maski coraz inne się zakłada..."

może niepotrzebnie zmuszam do myślenia o tym wszystkim, po co aż tak przeżywać. Skończyć z nierealnymi marzeniami, przyjaciółmi, którzy są zbyt daleko by być na dłużej blisko.
Trzeba przecież wkońcu zadbać o tę rzeczywistość, wrócić do niej i "obrobić" ją. Zacząć poprostu żyć, a nie marzyć i bujać gdzieś obok, bo to przelatuje prawdziwe życie, a nie wirtualne.
ale wiecie? to chyba nie jest tak... przecież z każdą nowo poznaną osobą, każdym przeżyciem, każdą rozmową ... zmieniamy się - stajemy się tym kim jesteśmy. Nie byłabym tą samą agnechą dziś w tej chwili, gdybym nie poznała wszystkich tych wyjątkowych ludzi, gdybym nie rozmawiała z nimi na te wszystkie tematy... dlatego dziękuję Wam za to że pomagacie mi być sobą, pomagacie mi odkrywać siebie :)
...lubię "latać wysoko" [choć często spadam też nisko] i może jednak mimo wszystko uda mi się to życie tak przemarzyć.
A piszę o tym bo chcę nadal w to wierzyć, uwierzyć, chcę by tak było... więc może jednak tak podzielić te marzenia na te realne i te mniej realne? ;) jak myślicie?
pozdrawiam



11.2005

"kiedyś zbiję tę szybę
wyobraźni
i stanie się
świat będzie taki jak chcę
bo nie wytrzymam tak dłużej...


ile razy można tę szybę tak tłuc i sklejać?!? bez tej szyby ciężko jest żyć... rzeczywistość zbyt szara zbyt brutalna zbyt ... nieprzyjemna... trzeba słodzić marzeniami i wyobraźnią, innaczej sie chyba nie da...

06.11.2005

przez ponury mroczny świat

przez ponury mroczny świat
idę potykając się o rzeczywistość
ide zapatrzona w mrok
oczy ślepe
dłonie zimne
i nie czuje już nic
nic prócz zimnej obojętności
nic prócz braku sensu
to kopletnie nic...
             agnecha 27.01.2005


* * *

Edward Stachura
"Jest już za późno, nie jest za późno"

"Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć,
Tęskność zawrotna przybliża nas.
Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwu planet,
Cudnie spokrewnią się ciała nam.

Jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę
Z oknem na rzekę lub też na park,
Z łożem szerokim, piecem wysokim, ściennym zegarem;
Schodzić będziemy codziennie w świat.

Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić,
Siebie zachwycić i wszystko w krąg.
Wojna to będzie straszna bo Bóg nas będzie chciał zniszczyć,
Lecz nam się uda zachwycić go.

Jest już za późno!
Nie jest za późno!
Jest już za późno!
Nie jest za późno

Cudownie jest:
Powietrze jest!
Dwie ręce mam,
Dwie nogi mam;
W chlebaku chleb,
Do chleba ser,
Do picia deszcz.

Nadchodzi noc
I zimno z nią;
Mam ręce dwie
Obejmę się;

Ukryję się,
Utulę się
We własna sierść.

Daleko świt,
Nie widać nic;
Dwie nogi mam;
Dojdziemy tam.

Szczękają psy!
Fruwają mgły!
Niech pani śpi!

Powietrze jest:
Cudownie jest!"

10.10.2005

znów wracam do tych rozmów... lubię do nich wracać.. wracam i nie wierze że to wszystko ja pisałam....

patrzę jak szybko człowiekowi się zmienia, jak wiele zależy od chwili, stanu ducha, od nastroju...albo może to ja jestem taka zmienna... tylko trochę się ostatnio boję bo coraz trudniej mi ze sobą, coraz częściej mam dość, brak mi sensu, coraz częściej wpadam w "dołki" i zamiast z nich się wygramolić tak jak to zwykle bywało... poprostu nie daje już rady

ja optymistka coraz rzadziej dochodzi do głosu... niby powinnam być szczęśliwa, mam pracę, kochającego męża, zdrowie, i moi bliscy nie mają większych problemów, a mnie nic nie cieszy. Ciągle tylko smutek, gul w gardle i... łzy same płyną z byle myśli w byle powodu

czuję taki bezsens tego wszystkiego, taki bezsens tego co robię, bezsens tego co mówię, piszę, bezsens bycia tu do tego stopnia, że tęsknię za... śmiercią
ucieczka... podobnież tak najprosciej, zostawić to wszystko, problemy, niespełnione marzenia, nadzieje, plany... zostawić ten ból, cierpienie... skończyć to wszystko

ostatnio moje myśli krążą wokół tego wszystkiego i nie potrafię zmienić tego kierunku
sama się nie poznaje, w tak krótkim czasie tak sie zmienić; a może wcale się nie zmieniłam tylko przejrzałam na oczy, przestałam się oszukiwać, może straciłam złudzenia... nie stoję już twardo nogami w chmurach
to uczucie... brak sensu.. już mi się nic nie chce, nic nie chce, cokolwiek zdobędę i tak ten podły świat mi zabierze, zawiść ludzka i tak to zniszczy...

wiecie? chyba poprostu boję się dalszego życia, nie czuje się bezpiecznie, moje posiadanie zamyka się w równaniu ja+on=jakieś uczucie, które nazywają miłością, przywiązanie... i nic więcej, żadnych perspektyw na to że będzie lżej, lepiej. Polska schodzi na psy, nie liczy się już człowiek, tylko to ile kasy można z niego wydusić, tylko kasa i kasa, i prawie żadna pomoc...

chciałabym jeszcze raz oślepnąć na to co się wokół dzieje, na tę niesprawiedliwość i wszechobecną ludzką tragedię której przyczyną jest głównie brak pracy a co za tym idzie i środków do przeżycia [nie życia! do przeżycia!] zamknąć się na to wszystko i żyć tylko swoim światem... ale na to raczej trzeba by było zwariować, po prostu zwariować i znieczulić się

Kocham, a już nie potrafię się cieszyć jak kiedyś tym uczuciem, tym szczęściem, tym że On jest. Wszystko i wszyscy są tak jakby poza mną. Wiara? już mi jej brak...



28.10.2005

"Dusza nie umiera, dusza śpiewa teraz
  Dusza nie umiera, dusza gra..."

*** 27.10.2005

"Poezja i proza to boginie sztuki. Sztuka to bogini ludzkości. Ludzkość to twórcza energia, posiadająca ogromny potencjał sprawczy. My prawdziwą wartość literatury współczesnej znajdujemy w zakurzonych szufladach marzeń i dążeń do doskonałości poprzez wyrażanie swoich emocji, transformację cierpienia życia i radości istnienia w słowa, zdania, wiersze, historie, opowiadania, powieści. Zależy nam właśnie na tych skrywanych, bardzo osobistych i głębokich przeżyciach. Zależy nam na twórcy i na tworzywie, na inspiracji i procesie twórczym. Nie wydajemy milionów egzemplarzy, gdyż uważamy, że sztuka nie jest masowa. Nasze pozycje wydawnicze to mieszanka barw, smaków i zapachów. Niejednokrotnie to eksperyment, czasami próba stworzenia nowego kierunku, kiedy indziej tradycyjna proza o najwyższej jakości."   http://www.blackunicorn.pl/

31.08.2005

szczęściu trzeba czasami "dopomóc"... zaryzykować
i mówić wciąż otwarcie mówić o tym co się czuje, szczególnie i przede wszystkim tym osobom które się kocha
zaufać i ze szczerością wykładać karty na stół, nawet gdy inni blefują...
i nie uciekać w swój świat, nie cierpieć w samotności
szczerze i otwarcie rozmawiać...
dla BBKZ... ja

26.08.2005

[07.08.05]
mur, który otacza czł. zamyka go w sobie. nie widzi nic, nie widzi nikogo, nie widzi nieba...
tylko swój ból, swoje cierpienie, swoje cierpiące ja
karmi się nim, zatraca, zaślepia na świat
nic się nie liczy, a ni nikt - tylko te jego "ja" i jego boląca samotność...

niedopuszczać nikogo, żadnych cudzych myśli, repcept reaguje niemal alergicznie na dobre rady cioci Uli
na wskazówki "jak żyć i być szczęśliwym" wujka Franka
na współczujące pocieszenie babci Zosi...
'wszystko będzie dobrze, ułoży się jakoś, głowa do góry'
wszsytko odbija się głuchym echem
jak kamienie wrzucone do wyschniętej pustej studni...

26-08-2005

"moja wiara zwichnęła obie nogi - mówię: wstań przecież to nie złamanie. A ona nie wierzy bojąc się bólu..."

Stereotypy... Taki jest ten świat... niesprawiedliwy, ludzie są tacy... Oceniają na podstawie pozorów... bo tak im łatwiej.
Żyjemy w społeczeństwie, różnych środowiskach, które ma swoje prawo, zasady, ustawy. Masz obowiązki i niby prawa o które musisz walczyć, bo jak nie to po prostu ich nie masz. Już dawno nie zwracam uwagi na to co mówią ludzie na innych, na ich zasady i oceny. Czasami tylko nie potrafi po mnie spłynąć to co mówią o mnie, ale szczegół. To boli że mówią źle, rozsiewają głupie i wyssane z palca plotki, źle oceniają Cię tylko dlatego że jesteś inny, wyróżniasz się z tłumu, nie robisz i nie postępujesz jak wszyscy, buntujesz się na świat...
Skreślają czł. bo nie chodzi do kościoła, bo żyje w wolnym związku, przed ślubem mieszka, bo się stoczył bo zakochał się w rozwódce i to z dzieckiem, bo jest się samotną matką i inne tysiące bo bo...
nie patrzą na siebie, bo przecież są idealni, nic nie mają sobie do zarzucenia a przecież sami też nie są święci!
Stwarzają pozory dobrego uczciwego chrześcijaniana, chodzą do kościoła, a nierzadko mają diabła za skórą, dorabiają się na cudzej krzywdzie i nieszczęściu… instytucja jaką jest kościół [hierarchia kardynałów, biskupów, księży i cały ten ich świat traktujący ludzi jako źródło finansowe, sprowadzający kościół do roli pieniężnobiorcy w bezczelny sposób wykorzystujący ludzką wiarę i naiwność, że jak księdzu na kościół się da to Bóg wpuści do nieba, strach że jak nie będę na starość chodzić do kościoła to nie pochowa w świętej ziemi...
To wszystko to jest paranoja... przez to ciężko jest wierzyć, tak naprawdę, nie tylko w Boga, ale i w drugiego człowieka. Gdzie dobroć, gdzie poświęcenie, gdzie sprawiedliwość? Już nawet siebie nawzajem nie umiemy dobrze ocenić, przypinając plakietki: ten to musi być zły czł. bo nie chodzi do kościoła, jakby to była jedyna i dobra miara oceny. A to nie tak...
24.08.2005

- Bajka nie bajka - zrozumieć system bankowy"
czyli Larry Hannigan & Stephanie Relfe - "Chcę mieć Ziemię plus 5%"
jak chcecie poczytajcie sobie bajkę która w zaskakujący sposób przypomina rzeczywistość... a może to nie bajka? ...
- "Umowa społeczna"... bez komentarza

19.08.2005

A jednak ciężko trzymać w sobie
Jest mi źle,od kilku dni mam dosyć wszystkiego, chcę coś zmienić z tym moim życiem... DUSZĘ się...
muszę coś zmienić
to co mam przestało mi wystarczać
przyjacielu, którego nie mam, radź bo zaczynam się gubić
wskazówki, drogowskazy do szczęścia zblakły
zgubiłam się

znów cicho sama płaczę... przyjaciele byli...Tom., vs, cyk... dziś nie ma żadnego...
może uda mi się wygramolić samej z tego doła...


Mikos dzięki

27.07.2005

i po wakacjach... krótko ale miło i przyjemnie było...
nie będę opisywać co się powydarzało, co myślę i co czuję bo lepiej by to zostało w mojej głowie;

załączam mały efekt "GRZEBANIA" w sieci:
ze FORUM GAZETA: [http://kobieta.gazeta.pl]

Kobiety i mężczyźni pragną zupełnie innych rzeczy
Popularny mit mówi, że mężczyznom zależy tylko na seksie, a kobietę interesuje tylko emocjonalna strona związku. Dlatego ponoć panowie dobrze czują się w luźnych związkach z wieloma kobietami, a panie dążą do małżeństwa i bliskiej relacji z jednym mężczyzną. Tymczasem badania wykazują, że obie płcie są poligamiczne - mężczyzna chce przekazać swoje geny jak największej liczbie kobiet, a kobieta wciąż poszukuje lepszego "samca" na ojca swoich dzieci. A więc wierność jednemu partnerowi nie jest dla nikogo wrodzoną potrzebą, lecz świadomym wyborem, świadczy o uczuciu i zasadach moralnych. To, czy ktoś chce założyć rodzinę, czy też woli pozostać wolnym strzelcem, nie zależy od płci, lecz od charakteru.

Skoro bycie w związkach jest takie trudne, to po co się w nie angażujemy?
- Nie wchodzimy w związki z powodu głębokiej refleksji (może niektórzy ludzie w średnim wieku), ale gnani wewnętrzną energią, żeby być z kimś. I ta energia utrzymała nas jako gatunek na ziemi. Seks i przekonanie, że razem jest łatwiej przetrwać niż pojedynczo - to dwa główne motory. Każdy z nas wychowywał się w jakiejś rodzinie, więc miał wzorce większej lub mniejszej wspólnoty. Wymiar grupowego życia jest dla nas czymś oczywistym. Razem jest lepiej.

16.06.2005

być wdzięcznym za wszystko co się ma...
nawet jeśli to co się ma nie wystarcza...

15.06.2005

W życiu nie można mieć wszystkiego. Trzeba umieć wybrać to co dla nas najlepsze, ustalić "hierarchię" wartości, celów... wtedy jest łatwiej, choć i tak trudno poświęcić jedno by otrzymać drugie...
każdy, nawet najmniejszy nasz wybór, decyzja, ma znaczenie i wpływa na nasze życie, koleje losu...
tak jak "efekt motyla":

"It has been said that something as
small as the flutter of a butterfly's
wing can ultimately cause a typhoon
halfway around the world"

         - Chaos Theory

Powiedziano, że coś tak małego
jak trzepotanie skrzydła motyla
może finalnie spowodować tajfun
na drugiej połowie świata

         - Teoria Chaosu

12.06.2005

"Przeszłość nie może stracić dla nas sensu. Zrobiliśmy co zrobiliśmy i tego musimy się trzymać..."

09.06.2005

CO CIĘ NIE ZŁAMIE TO CIĘ WZMOCNI

06.06.2005

Widzimy to co chcemy widzieć
Rozumiemy tak jak chcemy rozumieć
Siebie i świat postrzegamy tak jak chcemy postrzegać...
Świat oglądamy przez "filtr" - okulary, które nie zawsze są różowego koloru [tym bardziej, że docierające do nas wiadomości z otoczenia wciąż zdejmują kolejne "jasne różowe filtry"].
Wszystko, cały ten świat, to jak wygląda, jaki jest dla nas, widzimy tak i w ten sposób jak chcemy. Zauważamy to co chcemy zauważać. Może więc lepiej nie dopuszczać aż tyle "czarnych" myśli do siebie? może żyć w "chmurach", w marzeniach o lepszym jutrze, oszukiwać się, pocieszać...
Czarne przecież nie jest czarne, bo ma w sobie wszystkie barwy, kolory.
Białe też nie jest białe, bo je także możemy "rozbić" na wiele innych barw.
Dziwne, ale właśnie tak jest
W nieszczęściu zawsze znajdzie się szereg "jasnych" stron, tak jak i w szczęściu jest wiele bolesnych chwil.
Trzeba nauczyć się widzieć to co dobre nas spotyka, zauważyć co i jak wiele mamy, a świat i życie od razu będzie lepsze i łatwiejsze...

Aby przeżyć "szczęśliwe" życie trzeba żyć w świecie iluzji, żyć marzeniami, nadzieją z różowymi okularami na nosie niedopuszczającymi nieszczęść rzeczywistego świata. Robić swoje, realizować swoje życiowe plany, marzenia, cieszyć się każdym duperelem, byle czym... i śmiać się losowi w nos

nad nieszczęściem zadumać się chwile, zasmucić, popłakać, pocieszyć otrzeć łzy i przez nie uśmiechnąć i żyć dalej...
Nie jest łatwo żyć, gdy nie czujesz się bezpiecznie, nie masz domu, pracy, chleba... mimo wszystko pozostać sobą, starać się być dobrym człowiekiem...

03.06.2005

...doszłam do zaskakujących wniosków: prawdziwego szczęścia NIE MA!. Szczęście to jest nierealne, a to co czujemy, gdy nam się wydaje, że jesteśmy szczęśliwi, to tylko ułuda, namiastka tego stanu. Oszukujemy się, wmawiamy sobie, że to jest to, że więcej nic nam nie trzeba. Zadowalamy się tym, co otrzymujemy od losu bojąc się chcieć więcej, by się nie rozczarować. To jedyny [chyba] sposób by przeżyć życie "na powierzchni", nie sięgając dna. Życie złudzeniami, nadzieją na lepsze jutro, marzeniami na realizację których albo nie ma środków, albo poprostu życie jest za krótkie [by na nie zarobić]...

Człowiek to takie dziwne stworzenie, że cokolwiek ma to i tak mu zawsze mało, ciągle mu brakuje czegoś do "szczęścia", ciągle czegoś chce, ciągle coś go ciekawi. Nawet prawdziwy raj z prawdziwym[?!?] szczęściem był dla niego niewystarczający... [dlatego uważam że prawdziwego idealnego szczęścia nie ma]

* jak się jest dzieckiem marzy się o byciu dorosłym
* jak się jest nastolatkiem marzy się o wolności, niezależności
* jak się ma już tę upragnioną niezależność, marzy się o łatwiejszym życiu, bez obowiązków i problemów
* jak się nie ma miłości o kochającym nas człowieku, przynależności
* jak się ma już upragnioną zniewalającą miłość miłość - znów o niezależności i mimo wszystko wolności i szaleństwach
* jak się nie ma pracy marzy się o jakiejkolwiek pracy, szansie
* jak się ją ma to o lepszej, lepiej płatnej, krótszych godzinach, dłuuugich urlopach
* jak się nie ma domu marzy się o tej ostoi, swoim przytulnym bezpiecznym "kątku"
* jak jest to o innym, może gdzieś indziej...

i wciąż i wciąż więcej i więcej coś innego z kimś innym...
więc?? jest to prawdziwe szczęście tutaj czy nie??
a może samo marzenie o szczęściu jest już szczęściem?
może ta umiejętność dostrzegania co dobre w naszym życiu jest już szczęściem i sposobem na radość bycia...

07.05.2005

Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jakim wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki jakie niesie nam los.
Borys Pasternak

* * *

Doświadczenia dnia dzisiejszego są przyszłością dla dnia następnego. Dlatego każdy dzień przynosi zmianę. To, co dzisiaj jest dla mnie ważne, może stać się tylko przecinkiem w historii mojego życia. Z kolei to, co dziś jest tak mało istotne stać się może czymś najważniejszym na świecie... Dlatego nie będę pisała o rzeczach, które szybko mogą przeminąć, tak jak wszystko na świecie przemija, po czym pojawia się coś nowego...
Ajzatnaf [www.epuls.pl - i ja też tam jestem ;)]

* * *

Pewnego dnia... pewnego dnia jeszcze się odbiję... pokażę wszystkim tym, którzy we mnie nie wierzyli i... samemu sobie, bo też nie wierzę

* * *

"ten temat ma tyle barw ile osób w nim uczestniczy"... życie...

* * *

4.05.2005

... cofnijmy karty mojego pamiętnika...
zatrzymałam wzrok na takim zapisie:

SMUTEK I MELANCHOLIA - mają swoje miejsce w życiu każdego z nas. Serdeczny płacz jest tak samo ważny jak serdeczny śmiech. Prawdziwą sztuką jest utrzymanie tych nastrojów w stanie rónowagi, tak aby żadne przeciwności losu nie zdołały nas pokonać. (...)

Nikt z nas nie jest doskonały, a błędy są po to aby się do nich przyznawać i wyciągać wnioski - "nauczkę" na przyszłość. Nie jesteśmy ideałami i nawet nie starajmy się nimi być, bo to bardzo ciężko obciąża naszą psychikę i może prowadzić do niskiej samooceny...


26.04.2005 g. 01.00 po pełni

- Puk puk
- Kto tam?
- To ja, miłość
- Nie znam Cię
- Otwórz, proszę
- Nie otworzę, nie znam Cię
- Otwórz serce, to mnie poznasz
- Nie chcę, bo mnie zranisz...
- Nie zranię, pokażę Ci co to szczęście...
- Jak?
- Pokażę Ci siebie, poznasz mnie. Pozwolę Ci się pokochać. Dam Ci siebie.
- Za darmo? Nie wierzę ci. Czego chcesz ode mnie?
- Otwórz się serduszko, proszę. Zaufać mi możesz... chcę ci tylko siebie dać, daj się poznać. Potrzebuję Cię. Może jak mnie poznasz będziesz mnie chcieć, może Ci się spodobam, może mnie pokochasz... daj mi szansę.. otwórz
- Czemu właśnie ja, miłość? Jest milion innych serc.. zapukaj do innych...
- Pukam do Ciebie, otworzysz? Nie dasz nam szansy? Wolisz być samo...
- Boję się, nie chcę znów cierpieć...
- A twoja samotność to nie cierpienie? Nie cierpisz z jej powodu? Samo jesteś szczęśliwe? Serce zaufaj mi... zaryzykuj.. daj szansę, przecież to na mnie właśnie czekasz... może to ja?
- A może nie ty..
- Tego nie wiesz dopóki nie spróbujesz... puk puk.. otwórz... to ja miłość... nie bój się...
- Nie, dziś nie mogę... nie jestem gotowe... dziś jeszcze za wcześnie, bałagan mam, nie otworzę
- A więc mogę mieć nadzieję? Serce...
- Może kiedyś... się otworzę...

24.04.2005

każdy znajduje to czego szuka

... argumenty by udowodnić swoje racje - i nie ważne czego dotyczy racja - szuka się i akceptuje tylko takie argumenty, które popierają naszą tezę, które utwierdzają nas w słuszności swych zdań i myśli... i to jest straszne...

to tak jakby zatrzymać się w miejscu, być więźniem swoich błędnych "racji" błędnych decyzji, to tak jakby nie ewoluować, nie zmieniać zdania choćby nie wiem co... straszna krzywdząca postawa...

człowiek który ma wątpliwości, który ciągle stawia pytania, który ciągle szuka prawdy [sensu?], ten człowiek jest naprawdę wolny. Wolność wyboru, wolność słowa, wolność oceny co jest dobre a co złe [trochę niebezpieczne ocenianie bo zależy od "czystości" sumienia]

ktoś kiedyś [jacyś mądrzy ludzie] zakreślili granice, ustalili co jest dobre a co złe... a mimo to każdy człowiek na nowo je zakreśla wg własnego rozumku dla własnych potrzeb, ustala nowe granice, odnajduje siebie i swój sposób na życie... własną filozofię życia...

a i tak całe życie jest ciągłym szukaniem i odkrywaniem... poznawaniem... do samego końca, do kresu życia...

są prawdy absolutne, uniwersalne, niezmienne i niepodważalne, które pozwalają nam "lepiej" i "łatwiej" żyć - być lepszym. Dobro, miłość, prawda i zaufanie, umiejętność przebaczania... wiara... jesteśmy tylko ludźmi, którymi szarpią emocje, którymi bawi się los doświadczając nie zawsze sprawiedliwie.... i każdy musi swoje przeżyć, jakoś z tym życiem sobie poradzić i nie zapominać że nie jest sam, nie żyje dla siebie ale dla innych. Przeżywszy "swoje" może być oparciem dla tych, którzy akurat tego potrzebują, którzy sobie ciężko radzą... zrozumienia, dobrego słowa lub.. po prostu "bycia" drugiego człowiek - bez zbędnych słów, które nigdy nie dopowiedzą i nie wyrażą uczuć...

i znów się powtórzę... TEN ŚWIAT JEST TAKI JACY SĄ LUDZIE i niech każdy zacznie "naprawiać" świat od siebie, od najbliższego otoczenia - dom, rodzina, znajomi, praca... a już będzie lepiej. Być DOBRYM tylko... "posprzątać" wokół siebie, nie dorzucać zła do i tak przeźlonego już świata... więcej uśmiechu, dobrych słów, mniej albo w ogóle najlepiej narzekań i jak najwięcej radości i zadowolenia z tego co się ma! Bo zawsze coś się ma, tylko trzeba zauważyć to i docenić.... Cholender! Czy taki mały duży szczegół/ fakt jak samo ŻYCIE to mały powód do radości i szczęścia? Zacząć widzieć co dobre, radzić sobie ze złem - zdjąć już te cholerne czarne okulary, przez różowe przecież lepiej widać....

2.04.2005

PAPIEŻ NIE ŻYJE...

Ten świat już nigdy nie będzie taki jak wtedy gdy On był wśród nas...
tak mi sprzykro... tak smutno...
[...]

odszedł... cały świat w żałobie... dosłownie cały świat... tonie w świecących lampkach i modlitwie dla Niego i za Niego... straszny smutny czas... wszyscy w niepewności i strachu co to będzie jak to będzie bez Niego... tyle dobrego zrobił dla całej ludzkości... swoim życiem, a na koniec i cierpieniem wskazał nam drogę, którą powinniśmy dzielnie iść... swoimi słowami wlał w nas nadzieję i ufność... będziemy czerpać z jego słów... od słów do czynów .. mam nadzieję...


marzec 2005

...chyba na tym polega życie... wciąż czekamy na rozwój wydarzeń... wciąż czekamy na to co też ten nasz los znowu wymyśli i ześle... czasami ciężko się nam z tym czy innym pogodzić.. takie jest życie... wciąż czekamy, karmiąc się marzeniami i łudząc się nadzieją, że jutro będzie lepiej.. czekamy...

człowiek boi się zmian. To naturalne "lepsze stare znane zło niż nowe nieznane" Ale ja myślę, że trzeba przezwyciężać ten strach, stawiać sobie coraz to nowe wyzwania, ryzykować, rozwijać się i cały czas iść do przodu, nie oglądając się w przeszłość [chyba że tylko dla przyjemności - dla wspomnień]. Bo nie można być więźniem własnej przeszłości, więźniem własnych błędów, złych decyzji. Trzeba mieć odwagę się temu przeciwstawić, zerwać te "chore związki" i "powiązania", nici złych decyzji [np. źle wybrana szkoła, w trakcie jej trwania poczucie niespełnienia, chęć robienia całkiem czego innego w życiu niż ona daje, niespełnione pragnienia, marzenia - zaryzykować zmienić na tę która daje szansę spełnienia marzeń, iść dalej za głosem serca i nie poddawać się.

Mówią że świat jest zły... a to nie on tylko ludzie są źli, ludzie którzy go tworzą, którzy są jego częścią. Dobro zaufanie, radość życia zanika, a na jej miejsce pojawia się nieufność, znieczulica społeczna, wrogość, egoizm i coraz straszniejsza izolująca samotność... dziś rodzina nie znaczy to samo co kiedyś, inaczej się żyje, funkcjonuje, zanikają tradycje, wszechobecne udogodnienia cywilizacji - tj. TV, komp. hipermarkety -zaczynają zajmować coraz więcej cennego czasu życia... niewiele jest już rodzin/domów "wielopokoleniowych" z pradziadkami, rodzicami, dziećmi i dziećmi dzieci wnukami... jest sporo ciężej, w poszukiwaniu pracy coraz wcześniej się "emigruje" z domu, odcina i zaczyna własne niedojrzałe jeszcze życie na własny rachunek, często bez jakiejkolwiek pomocy. Człowiek sam zmaga się z wychowaniem dzieci, zapewnieniem bytu, życiem. Sam podejmuje nie zawsze trafne decyzje, bo skąd ma mieć wzorce? Pomoc? Tworzy swój własny świat często na własnych błędach, często gęsto "naginając" zasady, tradycje tak do własnych wygód, do własnego świata, z braku czasu, siły. A to nie zawsze jest dobre i "zdrowe " dla jego i jego rodziny. Świat goni do przodu depcząc brutalnie święte wartości: dom, rodzinę, człowieka. To się nie liczy, liczy się zysk, pogoń za ułatwianiem i "ulepszaniem"[!!??!!!] życia. Liczy się pieniądz. I niestety to właśnie on coraz bardziej rządzi światem, bezwzględnie niszczy wszystko stając się naczelną i jedyną samą w sobie wartością... zguba ludzkości... zguba świata...

"...ten świat to tylko igraszka Boga"
...czasami cierpienie innych potrafi ukoić nasz ból, tylko niestety trudno jest je zauważyć i dopuścić do siebie, gdy nasze cierpienie zasłania nam świat. Nic przecież wtedy do nas nie dociera, tylko ten okropny ból, żal, poczucie niesprawiedliwości... dlaczego ja?? Dlaczego ??

Życie jest piękne
gdy się żyć umie
Gdy jedno serce
drugie rozumie.
Gdy oba serca
płoną miłością
I pragną kochać się
z wzajemnością

[ *** ]

21.01.2005

kolejny wpis w tym roku... wydarzenia? hmm...
Dziś 99 urodziny prababci
imieniny


20.01.2005

Nawet Szatan był kiedyś pięknym i dobrym Aniołem... upadł... nie dano mu szansy... skazano na banicję poza jego dotyczasowy świat, który znał...
Bóg potrafi być srogi...
Czy istnieje coś takiego jak resocjalizacja złego? A może go już całkiem skreślono... a może jest tylko kozłem ofiarnym w grze jakiej jest ten świat.. to życie...
bo gdyby go nie było, gdyby nie było zła...
jak poznac wtedy Boga? Jak wyjaskrawić jego dobro, miłość? Jak odróżnić co jest dobre albo złe? Czy to co robi, to na co pozwala, cierpienie, głód, ból, czy to świadczy o jego dobroci? Czy poświęcenie Syna jest dowodem jego miłości? Nie skazałabym osoby, którą nad życie kocham na takie cierpienie... wolałabym sama cierpieć... siebie poświęcić...
Czy tak okazuje się miłość?

czym byłaby jasność bez ciemności? Skąd bysmy wiedzieli, że to jest dobre skoro nieznalibysmy zła? Czy istniałby Bóg gdyby nie istniało zło?... w końcu to z ciemności stworzył świat... żeby nadać sensu samemu sobie... by zaistnieć, by stworzyć wszystko i wszystkich by Go chwalono...czy to nie jest próżność? czy to nie samozachwyt i domaganie się wdzięczności za coś co zrobił na co my i tak nie mieliśmy i nie mamy wpływu?

... życie to nie kontrasty białego-czarnego, dobra-zła, jasności-ciemności, miłości-nienawiści...
życie to wszystko co jest pomiędzy - ODCIENIE - szarości, które rzucają nas w skrajności... a my szamocząc się szukamy się w tym wszyskim równowagi.. szukamy optymalnych parametrów w tych barwach życia... by być i jakoś przetrwać...

[ *** ]

Miłość jest niczym,
bo nic jest wszystkim,
a wszystko jest miłością.

9 stycznia 2005 r.

ZDRADA rani, niszczy człowieka
zaufanie, sens, radość życia burzy
niepewność, lęk, smutek wynurza...



połowa grudnia 2004 r.

zbliżają się święta... których nie lubię. wiem jestem okropna, jak można nie lubić Świąt Bożego Narodzenia?!? a jednak można. Ja już nie potrafię się nimi cieszyć, przygnębiają mnie. I nie tylko chodzi o całą tą komercję, reklamy, niemal przymus zakupów... przez to święta te straciły już swój sens i swoje pozytywne oddziaływanie na ludzi. Przecież to nie chodzi o te okropne prezenty, podarki, ale o odrobinę uczucia, współczucia, miłości. Ludzie zaczynają poprostu być ślepi na prawdziwe przesłanie tych świąt. Zmieniają się priorytety. już nie uczucia ale pieniądz i to wszystko co za niego można kupić, mieć, dać... Brak pieniędzy na zakupy świąteczne wywołuje stresy, lawinę pożyczek, długów, kredytów na wysoki "promocyjny" procent - które większość będzie spłacać do następnej gwiazdki [jeżeli wogóle uda im się spłacić]. takie czasy... to jest okropne, to jest przygnębiające ...



1 grudnia 2004 r.

"Mówią że, kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i rozpada się na dwie części... Jedna z nich trafia do kobiety druga do mężczyzny... Natomiast całe życie polega na odnalezieniu tej drugie połowy... połowy swojej własnej duszy... połowy samego siebie..."

nie ma nic wspanialszego i lepszego od odwzajemnionej miłości... to szczęścia nieskończone źródełko... tak niewiele do tego trzeba... i zarazem tak dużo...

Grzebiąc w szpargałach znowu natknęłam się na "coś". W połowie września będąc na czacie w pokoju "Romantyczny", ktoś powiedział [taki_1 dokładnie]: "sens życia? To umieć się cieszyć tym co się ma, umieć dzielić się sobą i wykorzystywać chwile..."
ktoś inny na to [cykano dokładnie]: "albo odwrotnie..... cieszyć się chwilą dzielić się tym co się ma i cieszyć się że się nie ma tego co mają inni :)"
osobiście jestem bliżej tej ostatniej wypowiedzi. A Wy?



szukając sensu odnalazłam Ciebie, dałeś mi go, stałeś się nim. I nic więcej... tylko Ty!(...) A teraz masz całe życie na to by pokazać mi i udowodnić jak bardzo minie kochasz. Założę się że ja kocham Cię bardziej!:))

Pamiętasz to?? "Czy mógłby mi Pan wskazać najkrótszą drogę do... Pana serca?" :)) hihi chyba krótszej nie było;)

nie umiem być ideałem, nie umiem i nie chcę! chcę być sobą!
każdym gestem każdym słowem z bagażem mych wad i zalet wachlarzem...


29 listopada 2004 r.

notki po czacie...
*  Mija czas mija świat... my mijamy... płynie nurtem potoku niezawracalnym. Dzień za dniem, chwila za chwilą
I tylko serce - nasze serce wciąż jest te same - nie starzeje się nigdy
*  strach przed nieznanym wciąż zatrzymuje mnie, z obawą na "ścieżki niewydeptane" wkraczam... i do przodu wciąż ze strachem w sercu.. i boję się i pocieszam... zaufać przeznaczeniu...
*  jak ludzie pozbawieni nadziei.. skrzywdzeni przez drugiego człowieka
bez wiary w niego, często też bez wiary w siebie, bez ufności pełni strachu i obaw, chcą kochać a nie potrafią już tak jak przedtem...
kochać, czuć, zatracić się w miłości i szczęściu bez strachu przed zranieniem...
*  zazdrość zżera jak zaraza niszczy od wewnątrz człowieka
*  Życie zbyt trudne by pojąć od razu...
wszystko jest czernią i bielą tak jak wszystko jest złem i dobrem...
jesteśmy daltonistami życia widząc tylko to co umiemy dostrzec
czerń jest bielą, biel czernią... zło jest dobrem, dobro złem...
życie to kontrasty tego pierwszego i drugiego
los jak malarz przesadza albo z tym albo z tamtym...
ale..
równowaga musi być... inaczej się nie da...
*  Nadzieja umiera ostatnia... oswoić zranione serce.. nauczyć na nowo znów ufać, kochać...



17 listopada 2004 r.

"Rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają"

Niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu i szybko odchodzą...
Niektórzy ludzie stają się naszymi przyjaciółmi i zostają na chwilę... zostawiając piękne ślady w naszych sercach...
i nigdy już nie będziemy dokładnie tacy sami ...

Wczoraj jest historią. Jutro jest tajemnicą. Dziś jest darem.
[dzięki za Anioła Pchełko]

uczymy się całe życie, doświadczamy wszystkiego stopniowo odnajdujemy i poznajemy siebie... sytuacje ekstremalne dają nam wiele emocji, ale oprócz nich, dają nam także jedną bardzo ważną rzecz: pozwalają nam poznać prawdziwe "ja", dopiero wtedy spadają maski z twarzy, dopiero wtedy wiemy jacy jesteśmy - buduje się zaufanie do samego siebie... jak inni mogą nam zaufać jeżeli sami siebie nie jesteśmy pewni? Trzeba mieć zasady, reprezentować coś sobą, być uczciwym przed samym sobą.. ja przynajmniej tak wolę... choć to nie jest łatwe i do tego jest takie naiwne...

wolę być nikim ale nikim z zasadami niż być kimś i ich być pozbawiona. Moje zasady, a raczej "motta życiowe", którymi się kieruję i wg których postępuję, sprawiają że jestem człowiekiem wartościowym i wyjątkowym... może w tej chwii skromność schowałam do kieszeni... ale taka jest prawda. Taki świat - mówią - trzeba być takim bo zginiesz... a ja nie chcę takiego świata! Mój micro świat [ja, on, moja rodzina, znajomi...] jest mi bliższy i od niego zaczynam, on jest najważniejszy. Ode mnie tylko zależy jaki będzie, czy będę szczęśliwa czy nie, czy będę potrafiła zauważyć co dobre mnie soptyka, czy zauważę tylko co złe... nie jestem marudą, nie jestem pesymistką, choć życie i wiadomości w TV do tego skłaniają i pokazują całą tą beznadzieję. Szczęśliwa mimo wszystko we własnym świecie... pełna nadziei na lepsze, mimo wszystko lepsze jutro...

nadzieja matką głupich... oki to ... wolę być głupia ale straszniście szczęśliwa :)

Często mówimy "jestem jaka/i jestem..." - oki... jesteś. W porządku... ale nie wydaje ci się, że to brzmi jak usprawiedliwienie? Oki, trzeba zaakceptować siebie i swoje wady, pokochać siebie, ale to nie znaczy że masz nie podejmować walki o lepsze ja. To jest ewidentne pójście na łatwiznę, zatrzymanie się w miejscu; "jestem wspaniały, kochajcie mnie, mam was gdzieś i to co myślicie o mnie; i tak się nie zmienię"

ktoś kto się nie zmienia, nie rozwija się i nie ewoluuje w "lepszą" stronę siebie a przynajmniej nawet się nie stara - stoi w miejscu, a nawet gorzej.. cofa się w rozwoju. Iść do przodu i mieć z tego satysfakcję.. nie zmarnowałam życia, przeżyłam najlepiej jak się dało...

jak się zacznie coś z sobą i z życiem robić to na wszystko zaczyna brakować czasu. Dopiero wtedy widać jakie ono jest krótkie, ile nam umyka bezpowrotnie...


14 listopada 2004 r.

Niech Was nie myli to co tu piszę, mówię... nie jestem nie byłam i nie będę duszą towarzystwa... samotnik... tak to ja. Nie interesują mnie plotki, i nie umiem plotkować. Nie interesuje co mówią inni o innych
Zawsze z dala.. bo tak lepiej...
jak ciężko być wyjątkowym... innym... myśleć inaczej, mówić inaczej, być inaczej...


9 listopada 2004 r.

Nie trać wiary w swoje szczęście, choćby los okrutny dla ciebie był straszniście. Jedno życie masz, a roztrwaniasz je na bzdety komplikując dołując się okropniście. Sens widzisz w takim postępowaniu? Cóż ci po ucieczce? Na ile i gdzie się skryjesz? W garść się weź! Ty wiesz że mówię do Ciebie, o Tobie... nie odwracaj się! Zamierzasz w końcu coś? Nawet statek donikąd płynie gdy nie zna portu przeznaczenia, gdy nie ma celu... Ty jesteś jak ten statek na oceanie życia. Znajdź cel swej podróży, nadaj sensu swemu istnieniu. Przecież to nie takie trudne jest... a może za leniwy jesteś? Co nie chce ci się? Boisz się? Jednak zaryzykuj... bo warto. Sam się o tym przekonasz... kiedyś...

wiesz co w życiu jest według mnie najważniejsze? ... drugi człowiek, jego życie, jego emocje. Dziwne powiesz, albo nie powiedziałbym... ale tak właśnie uważam. To on jest źródłem dobra i zła w naszym życiu. Kiedyś gdzieś już wspomniałam.... to co jest źródłem naszych najwspanialszych uczuć... bardzo często jest również źródłem bólu trosk i cierpienia. Nikt ani nic nie ukocha cię tak i nikt ani nic nie zrani CIę tak jak drugi człowiek... Ale to właśnie jest życie, musi być dobro i zło, szczęście i nieszczęście, początek i koniec, życie i śmierć. Musi być równowaga... przyroda... Oglądałeś "Efekt Motyla"? Jedna dezyzja może zaważyć na kolejach losu. A w życiu jedna decyzja, jedno niedopowiedziane zdanie, jeden błąd i już jest nie tak. Dlatego trzeba nauczyć się rozmawiać. Rozmawiać a nie kłamać, udawać że nic się nie stało! Ucieczka nic nie wyjaśnia, bardziej rani, zostawia w niepewności domysłach... to nie sposób...

A wiesz co jest najcenniejsze? najcenniejsze jest uczciwość i zaufanie. Nie ma jednego bez drugiego. Człowiek taki skomplikowany w swych emocjach i nieobliczalny w działaniu często popełnia błędy [przecież to ludzka rzecz pomylić się, ludzka rzecz uczyć się na błędach]. Potrzeba także zrozumienia, wyrozumiałości, szczerości - szczególnie w tym okropnym świecie pełnym oszustów i wyzyskiwaczy dla których nie ma żadnych zasad, żadnych świętości... Nie przejmuj się niech sobie oni będą tacy jacy chcą być. Trzeba być uczciwym wobec innych a przede wszystkim wobec siebie. Człowiek czasami nieświadomie, ocenia ludzi według siebie. I tak człowiek, który nigdy nie kłamie ufnie wierzy w to co mówią inni nie spodziewając się że mogą kłamać; człowiek który zdradza nie potrafi uwierzyć w to że inni mogą być wierni... zresztą, człowiek broni błędów które kocha... wymaga wiele odwagi by umieć przyznać do błędu...


8 listopada 2004 r.

Uciekam przed światem w swój świat by choć przez chwilę w nim odetchnąć, odnaleść spokój, przemyśleć, pomyśleć...


4 listopada 2004 r.

Nie mogę odkładać na potem tego, co mogę przeżyć teraz.... Chcę i będę robić i żyć tak by gdy przyjdzie ona [śmierć] nie mieć żalu, że odchodzę, że czegoś nie zrobiłam ... cieszyć się każdą darowaną chwilą życia ...

Wiecie.. mogłabym nawet odejść w tej chwili... Takie piękne było moje życie do tej pory. Mimo nieszczęść które przeżyłam, mimo tych złych chwil... Żal by było, tego co jeszcze mogłoby się wspaniałego wydarzyć, szczęściem ominięcie tego co nieuniknione złe i przykre... ale co tam...
i tak jestem szczęściara :))

* * *

życie, czy los jak kto woli, ma dziwną skłonność do "kumulowania" przeżyć... jak nie dzieje się nic w naszym życiu to nic a nic... spokój a nawet nuda, monotonność, ale jak już zacznie... człowiek nie wie co ma ze sobą zrobić, jak reagować, jak się odnaleźć w nowej sytuacji...


12 paźdzernik 2004 r.

Ależ te życie czasami robi niespodzianki, ależ potrafi zaskakiwać i wystawiać na próbę :))

Dobrze, że wystawia na próbę, że pomaga nam sprawdzić się w sytuacjach ekstremalnych - pomaga nam zrozumieć i lepiej poznać siebie. A przecież to nie jest takie proste! jesteśmy tak skomplikowani jak mocno skomplikowane i pogmatwane mogą być nasze emocje i uczucia.

Człowiek to przecież emocje... a emocje to zwierciadło naszej duszy... a dusza to myśli i emocje... dusza to my.

Dusza jest zamknięta w ciele... jak w więzieniu... na chwile przez chwilę uwięziona w przypadkowym ciele... nim zdąży się naprawdę przyzwyczaić i nauczyć czerpać z życia, już wadliwe zużywające się ciało ją ogranicza, już musi odejść...

"Nauczmy się wreszcie kochać wady naszych bliskich, bo najprawdopodobniej tylko wówczas jest szansa, że wady nasze również będą dla Nich mniej znaczące, a kto wie... - może i "kochane"...?:

[...]nie łam się, mimo wszystko trzeba wierzyć w prawdziwą miłość a bycie kochankiem... no nie wiem czy to dobry pomysł - niszczysz życie nie tylko sobie ale i jej [pomimo tego co się napatrzyłeś na imrezkach integracyjnych - nie wszyscy tak żyja, niektórzy maja zasady] ale nie mi oceniać nie mi pouczać....

* * *

Jan Kochanowski
"Do snu"

Śnie, który uczysz umierać człowieka
I okazujesz smak przyszłego wieka,
Uśpij na chwilę to śmiertelne ciało
A dusza sobie niech pobuja mało!

* * *

Jesteśmy za wszystko odpowiedzialni. Z to co myślimy, mówimy i robimy.
To ogromna odpowiedzialność, którą większość lekceważy.
Odpowiedzialność ta leży w nas samych i sami przed sobą odpowiadamy.
To najbardziej wymagająca odpowidzialność.
Jeżeli nie myślisz a mówisz albo robisz to potem przychodzi nieuchronnie cierpienie...
znasz to?
nikt nie chce cierpieć, dlatego lepiej jest to sobie uświadomić i nikogo nie ranić...


28.08.2004 r.

Dziwne, jak moja dusza potrzebuje tych innych "uduchowionych" rozmów... o wartościach, o rzeczach oczywistych, o których ludzie starają się nie rozmawiać (np. czas, przemijanie, ból istnienia, sens istnienia...)

Jeszcze do niedawna jakoś się obywałam... to przez te moje pisanie... wkońcu się odważyłam, zmobilizowałam - zaczęłam istnieć naprawdę -ta cząstka mnie zostanie gdy już mnie nie będzie... i wiem że daleko mi do ideału poetki, pisarza czy kogokolwiek - ale ja już zrobiłam pierwszy krok, już się wyróżniłam z tłumu - jestem, mówię, piszę, tworzę ...

Na co dzień sprawy codzienne, przyziemne, problemy dnia codziennego... a coś więcej??? Gdzie jest, kiedy na to przyjdzie czas? Czy go akurat wtedy nie zabraknie? Czy nie możnaby w jednej chwili, zmienić priorytety, obrócić świat do góry nogami, zniszczyć pieniądz, władzę przez którą są wojny, zacząć rozmawiać o wszystkim czego potrzebuje nasza dusza a nie ciało... W końcu to dusza jest najcenniejsza....

Tu na Ziemi jednak liczy się wszystko co cielesne:.. ciało, materia, rzecz, pieniądz jako sposób na zdobycie tego wszystkiego...
a uczucia? myśli? duch? do tego przecież nie potrzeba nic, tylko serce i drugi człowiek...


27.07.2004

Wirtualny świat, czat - każdy tu jest inny niż w życiu, nie da się tu być takim jak w życiu. Poznajmy się lepiej od drugiej "strony"

Wiecie? jest nas tyle milionów, a nawet miliardów, więc czemu jesteśmy tacy samotni i tak ciężko jest znaleźć "tę" właściwą osobę? Czemu tak wielu z nas jest skazanych na bycie samym ze sobą, lub jeszcze gorzej: bycie z kimkolwiek nieważne z kim? [to już chyba desperacja....]

jak patrzę na was wszystkich to mi żal i przykro się robi... bo mi się udało a wy musicie dalej szukać... dlaczego my wszyscy nie możemy być jednakowo szczęśliwi, jednakowo bogaci, jednakowo kochani? Gdzie jest sprawiedliwość która dałaby wszystkim po równo? A może to lepiej? Wkońcu wszyscy jesteśmy tak różni, tak wyjątkowi i tak indywidualni.

eech ten świat...

Już lepiej stać mocno nogami w chmurach...


23 07 2004

Człowiek jak jest szczęśliwy pisze szczęśliwie... radośnie. Ale są też i te chwile złe, smutne. Nawet tak szczęśliwej osóbce jak ja to się przytrafia. Ale trzeba "twardym być a nie miętkim" jak mówił mój przyjaciel... choć to wcale nie jest proste

ciężko jest uśmiechać się przez łzy, ciężko pocieszyć strapione serce, ...zatrzymać łzy w pół twarzy - nim dotkną uśmiechu...

...

Lepiej nie myśleć i cieszyć się tym, co przynosi los...

Życie przecież składa się z prostych rzeczy. Po co je komplikować goniąc nie wiadomo za czym? Czy nie lepiej jest cieszyć się tymi prostymi rzeczami niż żyć w niespełnieniu goniąc za nieuchwytnym??

Czasami, tylko czasami mam ochotę zburzyć swoje szczęście - uciec w nieznane, iść tam gdzie mogłabym poświęcić się dla innych w całości, przestać gonić za swoimi przyziemnymi marzeniami by poświęcić siebie dla innych: podzielić się sobą, swym współczuciem z innymi, pomóc na ile byłyby w stanie moje ręce i poświęcenie pomóc... Ale to nie jest realne. Gdybym tak zrobiła zraniłabym najbardziej tego którego kocham... on nie potrafiłby się mną aż tak podzielić... nie zrozumiałby tego... może moja droga była inna? Może nie tę wybrałam która była mi przeznaczona? Nie to nie to że żałuję, po prostu jest w mojej podświadomości coś co mi każe czynić dobro, sprawiać by innym się zrobiło lepiej na duszy, by poczuli się szczęśliwsi... wtedy i ja jestem w pełni szczęśliwa. Moja miłość każe mi dawać szczęście. Staram się jak mogę, daję je Jemu jedynemu jednemu... ale wiem że moje zasoby "szczęścia" są o wiele większe i jest mi przykro gdy widzę i wiem że mogę obdarować nim tyle osób... a nie mogę bo Jego zazdrość i egoizm na to nie pozwala... Taki ten świat - egoistyczny - każdy sobie nie myśląc o nikim więcej jak tylko o sobie... a wystarczyłoby się podzielić uśmiechem, radością, prawdziwym nieudawanym współczuciem...

A tu tylko nieufność, wrogość, strach, beznadziejne upiory tego świata.. jak to było? "...razem, wspólne cele przyjaciele" tylko razem osiągniemy wiele... nie! Teraz tych celów jest tyle ile ludzi na ziemi... każdy sobie...

Chyba nie uda mi się nigdy dostosować do tego świata, za każdym razem będzie mnie bolało gdy odmówię pomocy, za każdym razem sumienie nie da mi spokoju.. i nie zamierzam go uciszać, niech wierci winę w mym umyśle jak robak w jabłku...może mi kiedyś wybaczą...


26.09.1996
coś "lżejszego"...

- Cześć!
- Tylko cześć?...
serce mocniej zabiło
i jakby jaśniej gwiazdami niebo się rozświetliło
...to były twoje oczy, iskierką nadziei rozbłysły
spojrzeniem w głąb duszy przeszyły
rozpalając nasze serca i zmysły...
i chwila ciszy minęła a dla mnie jakby wieczność cała
gdy tak stałeś tam Ty i ja obok Ciebie stałam
a ciała...
ciała nasze całe drżały i to wcale nie z zimna było
bo wrzesień ciepły był wyjątkowo...
to coś wewnątrz nas, coś z nami się działo
to pierwsze pożądanie, niedosyt...
... mój pierwszy pocałunek...
pamiętam... wtedy, już po
jak na skrzydłach do domu wracałam
po ziemi chodząc nieba dotykałam

***

"Urodziłam się bo innego wyjścia nie miałam, a właściwie to urodziła mnie sąsiadka, bo mama miała wieelkie pranie..." Rozmiar: 248 bajtówRozmiar: 463 bajtów oczywiście to żart